Ponieważ poczułem dziś nieodpartą potrzebę napisania czegoś, a nie bardzo uśmiechało mi się marnować kartki na większe i mniejsze bzdury jakie się tu pojawią.
Skąd potrzeba pisania? Mógłbym powiedzieć że natchnęło mnie...że doznałem olśnienia "tak! będę pisał!". Prawda jest jednak znacznie bardziej trywialna...po prostu doznałem pewnego silnego uczucia, które musiało znaleźć gdzieś swoje ujście. Kiedy przeczytam to wszystko, uznam że to totalna głupota i dziecinada, ale, co przyznaję bez bicia, póki co sprawia mi to niejaką ulgę. I zajmuje umysł, który w danych cykrumstancjach nie może zostać powierzony samemu sobie.
Prawdopodobnie stać się to miejsce może moim prywatnym konfesjonałem, gdyż jako osoba całkowicie anonimowa, nierozpoznawalna, niegdy nie zostanę osądząny persolanie. Co najwyżej jako jakiś tam "silvan". Ale cóż to znaczy?
Właśnie przyszło mi na myśl, że tak naprawdę wystarczyłaby tylko odpowiednia ilość dystansu do samego siebie żeby to uwywnętrznić się ze swoją duszą personalnie. Jednak ja takiego dystansu do siebie nie mam. Jest to oczywiście pewna słabość charakteru. Ale kto mi zabroni być słabym w eterze? Pieprzę. Nikt. W prawdziwym życiu muszę grać. Muszę udawać. Być silny, odpowiedzialny, zawsze zrównoważony i opanowany. Ale rzeczywistość nie wygląda tak jednoznacznie. Prawda nie jest definiowalna i uniwerslana.
Aha - ważna informacja. Mam psa. Mój wsiarz właśnie domaga się spaceru, więc, mam nadzieję, ciąg dalszy nastąpi. Zastanawiam się tylko czy będę pisał sam dla siebie, dla własnej ulgi, czy też kiedyś ktoś tu zbłądzi i to przeczyta? Naprawdę mnie to zastanawia.